bench-560435_1920

Jesienna pielęgnacja skóry

Nasza skóra ma niesamowitą zdolność adaptacji i dbania o siebie. Nieustannie reaguje na zmiany w otoczeniu wewnętrznym i zewnętrznym, jednak w pewnych sytuacjach, potrzebuje naszej pomocy. Kiedy? W sytuacjach stresu jakim jest na przykład zmiana pory roku.

Jesień obdarowuje nas swoimi kolorami, w tym roku jest wyjątkowo pięknie. Liście na drzewach „ubierają się” w odcienie brązu, żółci, czerwieni i pomarańczy. Nasz organizm dostaje informacje, że nadszedł czas, aby zadbać o wewnętrzne ciepło. Jest to także czas  refleksji, a nasza skóra potrzebuje więcej uwagi, więcej składników odżywczych i swoistego rytuału jakim jest layering (pielęgnacja na cebulkę). Musimy zmienić schemat, tak by nasza cera przeszła przez okres jesienno-zimowy bez najmniejszych problemów. Oczywiście kolejne kroki mogą pozostać bez zmian, jednak zadbajmy o delikatne produkty do mycia, odpowiednie nawilżenie oraz regenerację. Demakijaż i oczyszczanie najlepiej bez użycia detergentów, a już na pewno nie tych silnych. Nasza skóra naturalnie broni się przed przesuszeniem wydzielając sebum – detergenty to ochronną warstewkę uszkadzają i wymywają. Wtedy wydziela się jeszcze więcej sebum i koło się zamyka – używacie mocniejszych produktów myjących, bo skóra jest tłusta i narzekacie efekt świecenia. Okres jesieni i zimy to idealny moment na mycie twarzy olejami, olejami z emulgatorem. Po takim demakijażu nie ma potrzeby tonizowania cery, skóra jest czysta i odżywiona.

Wiatr, chłodne czy nawet mroźne powietrze, suche powietrze przy włączonym ogrzewaniu to prawdziwe wyzwanie dla utrzymania odpowiedniego nawilżenia cery. Minimum na naszej półce w łazience to hydrolat, serum, krem adaptujący do stresu termicznego na dzień oraz regenerująco-odżywczy na noc. Oczywiście najlepiej jeśli na noc, po serum a przed kremem odżywczym, nałożycie krem nawilżający. Co lubi nasza skóra jesienią i zimą? Kwas hialuronowy, antyoksydanty i zawarte w kremach zimno-tłoczone wysokiej jakości oleje roślinne. Ja uwielbiam olej ryżowy – jest bogaty w dobroczynne kwasy tłuszczowe, a przede wszystkim gama-oryzanol (działa tak samo jak witamina E, ale 10 razy silniej). Olej z zarodków kiełków pszenicy, opuncja figowa to kolejne składniki typowe dla kosmetyków azjatyckich. Plus arbutyna dla wyrównania kolorytu cery po kąpielach słonecznych latem – najważniejszy aspekt pielęgnacji azjatyckiej.

Nie zapominajcie o balsamie do ciała. Nie tylko twarz narażona jest na niekorzystne zmiany temperatury. Grube swetry, wełniane golfy i warstwa elastycznych pończoch sieją spustoszenie pozostawiając przesuszenie i odczucie pieczenia (a nawet swędzenia). Warto kupić dobry, szybko wchłaniający się produkt. Nie musi być tłusty – nie każdy lubi, kiedy odzież (a zwłaszcza piżama) przylepia się do nasmarowanej skóry, nie każdy ma rano czas, by czekać aż kosmetyk się wchłonie. Niech to będzie łatwy i przyjemny w użyciu balsam, niech pięknie pachnie, ale przede wszystkim niech będzie używany systematycznie.

Dodatkowej uwagi wymagają usta i dłonie. Bez warstwy ochronnej nie ma mowy o wyjściu z domu. Dłonie i stopy nie idą spać bez wmasowania preparatu odżywczo-ochronnego. Te części nie wytwarzają tak dużo naturalnego sebum jak reszta ciała, dlatego są bardziej narażone na pękanie, zaczerwienienia i wysuszenie. Podobnie usta – nie dopuszczajmy do ich pierzchnięcia. Na wiosnę podziękują Wam – będę zdrowe i pełne. Podobnie stopy – będę wypielęgnowane i gotowe na sandałki za kilka miesięcy.

I zafundujcie sobie od czasu do czasu gorącą kąpiel, z dodatkiem olejków aromatycznych. Ja uwielbiam różany. Niech to będzie rytuał, prawdziwe doznanie dla zmysłów, chwila tylko dla Was, a dla ciała ukojenie i dodatkowa porcja ciepła.

P.S. Nie myślcie, że zapomniałam o filtrach! Kto czyta mojego bloga ten wie, że nie odpuszczę 🙂  Są tak samo ważne jak latem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *